Dyngus po angielsku

Czasy kiedy z lubością mogłam spać do południa wspominam z utęsknieniem. Ale w wielkanocny poniedziałek pobudkę o 7.30 przyjęłam ze świadomością rodzinnej przewagi:)
Chłodne angielskie powietrze obficie przepełniało sypialnię wdzierając się przez otwarte okno. A za oknem…? Deszcz za oknem.
Szczerze? Nie miałam ochoty wystawić czubka nosa spod kołdry… Pies chrapał na kołdrze, kot pod kołdrą.  Franek na środku łóżka zaanektował 3/4 pościeli i wyglądał jakby mu jeszcze mało było. Na samym skraju materaca, zwinięty w kłębek Mister K. ubrany w polarową bluzę z kapturem, obłożony poduszkami, przegrał najwidoczniej  walkę o kołdrę i musiał zadowolić się niezbyt mięsistym kocykiem…
Na pierwszym piętrze cisza zupełna..znaczy Młodzi śpią….
Śmigus Dyngus…..!!! Z ekstazą uświadomiłam sobie okoliczności 🙂 Moja przewaga była miażdżąca i wiedziałam, że tym razem nie nie dam rady się opanować i po prostu obleję ich wszystkich tak żeby zapamiętali!
Chyba tylko ja sama wiem, jaka dzika radość we mnie wstąpiła, absolutne szaleństwo adrenalinowe.
Nie wiem, może była to po prostu chęć ulżenia sobie po stresach ostatnich miesięcy, czy też ostatnich lat bycia tą rozsądną Mamą, Żoną…
Na myśl o realizacji wodnego planu od  razu odechciało mi się wylegiwania, wysmyknęłam się z sypialni i załadowałam amunicję: wiadro od mopa, i dwie butle po mineralce po brzegi wypełnione lodowatą wodą…

Zacznę od góry, wtedy Mister pomyśli, że go oszczędzę hihi:)
…Drzwi do Maryśki były uchylone…zobaczyłam, że stoi tyłem -zakładała właśnie świeży podkoszulek…pół wiadra wylądowało centralnie na jej plecach, włosach .. no troszkę na wykładzinie…Kiedy zaczynała się drzeć, ja już byłam w pokoju obok:)
Zdarłam z Janka kołdrę:) zdążył się tylko troszeczkę skulić kiedy opróżniałam wiadro na jego gołe plecy…. no dobra.. poprawiłam z butelki prosto na głowę…rozległ się ryk zarzynanego niedźwiedzia… Boszszsz jaką ja miałam satysfakcję!:) Śmiałam się w duszy i na zewnątrz również:)
Na Hanulkę trochę amunicji mi zabrakło i oberwało się bardziej kotu który wygrzebał się spod kołdry i przyszedł na gorę w niefortunne odwiedziny… MIAAAAAUUUUU..rozdarła japę Simba i wystrzeliła z pokoju jak oparzona:)
„Co tam się dzieje???!!” Mister się lekko zaniepokoił, kiedy stanęłam w progu sypialni.  Postanowiłam, że wezmę go z zaskoczenia… Wolnym krokiem weszłam do sypialni, trzymając wiadro od mopa dyskretnie za sobą… „Chyba się leją wodą na gorze, chowam się u Ciebie pod kołdrą, dobra?”…”Spoko wskakuj…..” Odchylił kocyk robiąc mi dobrodusznie miejsce…
…Zawartość wiadra z pluskiem opadła na jego twarz, za kołnierz i nie wiem już dalej gdzie, bo wiedziałam, że muszę wiać w jedno bezpieczne tylko miejsce… Złapałam Franciszka jak tarczę, ale nie wiedzieć czemu jakoś nie chciał za bardzo się do mnie przytulać obudzony taką scenką…Co więcej włączył syrenę i zabawa się skończyła…

Zwariowałaś…!!!? Zdziczałaś?!!! Co Ci odbiło…??!! Tak mnie zaczęli wyzywać jakbym co najmniej coś złego zrobiła, a nie raz na dekadę skorzystała z przywileju tradycji…

Jedyny podejrzanie spokojny pozostał Janek, co wróżyło katastrofę. Wszedł wolno do sypialni i spokojnie powiedział patrząc mi w oczy:”Mamo, PAYBACK IS A BITCH….”(pardon za język ale to był cytat)
Chłopak ma fantazję więc trochę przez chwilkę pożałowałam… Wstałam, żeby posprzątać to co nabałaganiłam i mijając próg przyjęłam pełne wiadro zimnej wody zaserwowane prosto na twarz, przez moją Pierworodną:) Team work. Congrats…

Wyrwało mi się automatycznie takie typowe rodzicielskie: „No dosyć!!! Już koniec zabawy!!! Wszystko będzie mokre!!!!” I zaczęłam się histerycznie śmiać, bo naskoczyli na mnie wszyscy tak, że przez chwilkę straciłam orientację…

W końcu to tylko woda, nie ma co się przejmować… Następnego dnia nie będzie po niej śladu…:)
Przypomniała mi się moja ukochana Babcia Lonia i Dyngusy na Mieliwie w naszym  Domu pod Strzechą… Zasuszona Staruszka, wstawała o świcie, oblewała wszystkich po kolei, a potem chowała się w swoim pokoju, podpierając od wewnątrz drzwi wielkimi widłami. Zawsze miała te widły w pokoju, tak na wszelki wypadek, gdyby „ktoś nieproszony zabłądził w nasze progi”… Najbliższy sąsiad mieszkał 8 kilometrów od nas. Otoczone dzikim lasem i jeziorami  byłyśmy zecydowanie narażone na niepożądane wizyty. Ale ona była przygotowana na wszystko i pchnięcie intruza widłami nie przyszłoby jej zapewne z trudem. Ale o Niej  i o widłach kiedy indziej, bo historia jest długa..

Historia tegorocznego Lanego Poniedziałku, też nie zakończyła się o poranku.. bowiem podczas wieczornego spaceru po okolicznych łąkach, Mister wypatrzył największy, najzimniejszy i najbardziej błotnisty staw jaki zdołał… Spokojnie i porozumiewawczo zwrócił się do dzieci:”…Co Wy na to, żeby Mama również zapamiętała dzisiejszy dzień, chyba jej się należy…?”
(….)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s