Krótko i na temat.

DSC_8129

Droga Naturo,
porozmawiamy sobie o Miłości.

W pierwszych, ani nawet drugich, słowach mego listu nie będę Ci mówić, że jesteś jak zdrowie i ile Cię trzeba cenić ….. Bo ten tylko się dowie, kto upił z Twojego kielicha i na zdrowie mu to wcale nie wyszło.
Zaprosiłaś nas do swojego stołu wszystkich, bez wyjątków. Dużo nas tutaj: pięknych i zdrowych, tych ułomnych, brzydali i dziwaków. Stawiliśmy się wszyscy, choć Dzieci i Staruszków pośród nas jednak nie ma… Dla tych pierwszych jeszcze za wcześnie na Twe dary, u tych drugich, co tu już raz-może dwa byli – niewiele ochoty na ucztowanie z Tobą zostało.
Jedni z nas silni, wytrwali i wierni, drudzy łatwowierni, niecierpliwi i może troszkę słabsi. Jednak wszyscy jak jeden mąż ufamy, że pod Twoim dachem krzywda nam się nie stanie.

A już nikt na pewno o Tobie jako o egoistycznej manipulantce i przebieglej, cynicznej oszustce bez serca, nie pomyślał.
Skoro nas zaprosiłaś, to zachowujemy się godnie, przynajmniej niektórzy się starają.

Karmisz nas, to prawda, ale cóż nam ukrytego w pucharze Ambrozji przemyciłaś?
Dlaczego najmocniejszą we wszechświecie narkotyczną mieszankę, bez pytania przemyciłaś ukrytą gdzieś w deserze, jak bezduszny dealer niewinnemu dziecku.

Nie ma już odwrotu dla nas. Nikt z nas nie zapomni tej głęboko wżartej w nasz system ekstazy. I choć finał uniesienia będzie brutalny, nadal szukać jej z utęsknieniem lub opętańczo będziemy.

Czy jest na świecie taki ktoś, kto posmakowawszy choćby odrobinę, oparł się Twojej szatańskiej, hormonalnej mieszance? Odwracając się od Ciebie na pięcie, wyszedł ze swadą odpowiadając: –” Fuj, nie. Nie dziękuję, to nie dla mnie. Nie gustuję w tym bukiecie, na mnie nie działa…” –
Nikt taki się nie trafił, prawda moja droga Naturo? Nikogo nie oszczędziłaś przeklęta, bezwzględna Czarownico!

Jak to jest, jak Pani Panu a Pan Pani pachną nagle tak słodko, że na nogach ledwie utrzymać się można, a Twój narkotyk zaczyna swe działanie, to nikt z nas cały z tego nie wychodzi. Oprócz Ciebie. Ale z tym rozprawię się za krótką chwilę.
A może się zupełne mylę a Ty kłamiesz..? Zatem pytam wprost : – „Czy to ja tylko? Czy to tylko mnie się tak spodobało…? „
– Czy naprawdę jest ktoś, kto nie marzy skrycie o powtórce tej Twojej narkotycznej imprezy?! I czy nie jest to pragnienie tak silne, że na samą myśl przeszywają nas drgawki, przekręcają wnętrzności, endorfiny rozlewają się w parzącym przesycie, serce błaga: „Przestań”, a mózg zupełnie funkcjonować przestaje, bo nie ogarnął. ..?
A jak tylko” Ci Pachnący” znikną sobie z oczu, to żałoba niepojęta nagle w duszy następuje. Przeszkód nie ma i po trupach Dwójka pędzi gdzieś na oślep.

Uzależniłaś nas bezbłędnie i okrutnie. Już zawsze powtórki pragnąć będziemy i choćby kto nogami i rękoma się zapierał „że już nie”– to i tak mu nikt na Świecie nie uwierzy.
Miłość mówią na tę Twoją wyrafinowaną truciznę. Choć jej definicja daleka od rzeczywistości leży.
Tak w ogóle to cudownie z koleżanką Ewolucją wykombinowałyście, spiskując zapewne, że do aktu prokreacji i powielenia materiału genetycznego jakoś nas musicie nakłonić … zmusić raczej bo to akcja dla nas skrajnie kosztowna …
Do oszustwa i podstępu też się jeszcze trochę Kultura, dołożyła choć nie widzę, żeby jakieś bezpośrednie korzyści z naszego nieszczęścia czerpała . W przeciwieństwie do was.

To Wasza zabawa w optymalizowanie Naszego przetrwania. Ku Waszej płochej zabawie, bo do czegóż innego drogie Panie nas potrzebujecie…? Przetrwanie na najwyższym poziomie i przycisk „upgrade”, zupełnie dla fraszki.
Ci którzy pasują najlepiej w układance genetycznej dostają podwójną porcję tego uzależniającego świństwa. I cóż, chcąc nie chcąc pachną dla siebie najcudowniej jak tylko mogą, nawet o tym nie wiedząc.
Ci co pachną sobie mocno, łatwo odnajdują się w plątaninie informacji genetycznej i bach … Naturo, wprawiasz ich w taką ekstazę, że się pozbierać nie mogą dopóki choćby nie spróbują powielić cennego dla Ciebie materiału genetycznego.

Więc próbują, próbują dniem i nocą, na leżąco i stojąco, z boku, z tyłu i na sianie, pralce, wannie, otomanie… Nawet do rymu i rytmu świetnie Ci tę przysługę chętnie oddadzą.

Szybko chcą przeważnie ten narkotyczny obłęd wzmocnić. Ale twoja trucizna uwalnia się podstępnie i powoli…
Powiedzmy, że owładnięci hedonizmem Pani Igrek i Pan Iks tak się zagalopowali, sami nie wiedząc już dlaczego, ale pławią się w hormonalnym uniesieniu tak bardzo, że obiecują i przysięgają sobie największe głupoty i absurdy (przy świadkach obowiązkowo) by zakląć tę ich piękną rzeczywistość na zawsze. Podpisują ten Twój cyrk „ Miłość” i myślą -jak każdy porządnie naćpany narkoman-, że stan będzie trwał Wieczność (bo „aż do śmierci” niektórym w deklaracjach nie wystarczy)…

Chichoczesz, zacierając swoje chciwe łapska, bo masz co chciałaś i jak dobrze osobników dobrałaś to za 9 miesięcy X i Y dostarczą Ci świeżutkiego tłuściutkiego (jak gorzej dobrałaś to chudszy oczywiście, ale nic nie szkodzi) bobasa, wyłącznie do Twoich dyspozycji przeznaczonego.
Zdrowo im w głowie namieszałaś, poważnie… ale uważać jednak musisz, bo Igrekowej coś pasować przestaje, gdy podczas tych wszystkich uniesień, po 9 miesiącach względnej sielanki rozrywa ją Twój nowy nabytek żywcem na pół, krew i inne takie leją się z niej strumieniami a ona ledwo z życiem prawie uchodzi i coś jej podpowiada, że wiać trzeba gdy czas jeszcze… krótko trwa to oświecenie i zanim Igrekowa bobasa porzuci, Ty

chrząkasz miłosiernie -bezwzględna dilerko – i w żyłę (bo z kielicha już nie trzeba) narkotyku ochłapy Igrekowej serwujesz…..
Działa, choć starcza na krótko, tak w skali całego życia oceniając. Ale wydatków Ci więcej nie potrzeba, tyle oto żeby Igrekowa z Iksem jeszcze troszkę na haju pociągnęli, podchowali nowego członka Twojej społeczności.

Egoistko, cieszysz się z nowej zabaweczki , ale o apetycie Tych, którzy narkotyki od Ciebie dostali na długo zapominasz.
Data ważności substancji : maximum dwa lata, tak było na opakowaniu.
Podałaś, wykorzystałaś i zostawiłaś. Zostawiasz ich samych sobie na bruku, wygłodniałych narkotyku, który im przecież na tę wieczność miał starczyć, a skończył się tuż za rogiem…

Od tej pory nie zaznają już w życiu nić przyjemniejszego niż to co właśnie się miedzy nimi skończyło…
Kiedy kapsułka miłości przestaje działać na dobre, przykro i tęskno zaczyna się robić.
Ci co najpiękniejsze aromaty nawydzielali – pragnienie powtórki mają chyba najwyższe… choć Ci co się gorzej dobrali też niezłą jazdę mieli i tym bardziej skamlą o więcej.
Co …? Bredzę?!! Czy coś się nie zgadza?! Przyznać się wstyd co niemiara, że za powtórkę z imprezy duszę diabłu odstąpią??? Winić ich… ? Winić nas…? Naprawdę Ci chyba nie wypada.
Próbowali do znoju razem znów wulkan obudzić, lecz klapa jakaś zamiast im wyszła…Bo choćby nawet tysiąc piórek sobie poprzyczepiali i pachnieć próbowali najlepiej jak umieją, za cholerę ekstazy o zapamiętanej sile nie mogą powtórzyć. Na marnych jej oparach, czasem tak z rozpędu -z jeden czy dwa- bonusy tłuściutkie Ci podrzucą zachłanna szczęściaro… Choć szczęście dla Ciebie to żadne. Szepcze Ci w ucho Ewolucja zdradliwa, że na co ten zbędny zapasik bez dywersyfikacji się przyda… replik po prostu Naturze nie trzeba!

Co dalej, gdy koniec historii już prawie się kłania… bez planu Naturo nas smutno zostawiasz…
Pamiętasz przyjęcie..? Tysiące nas było Cierpliwych lub z Werwą, grubych i chudych lecz wszystkich o sercach …
Ci pierwsi – Cierpliwi – przy Twoich stopach warują, czekając i wierząc, że wkrótce z kielicha im skapnie. Czekają w duetach choć z dala od siebie. Pragną i pragną, po cichu i skrycie . I wierzą, żeś dobra przeklęta istoto.
Czekają tak lata, dekady, pół wieku…wytrwali są bardzo i mocno uzależnieni przez ciebie zostali. Marzą i cierpią. Wspomnieniem ekstazy się żywią, choć głodem powoli przymierać zaczęli. Szukać już dalej nie będą bo sami okowy skutecznie ukuli.

Żal Ci ich trochę..? Męczą się długo, aż im się skóra pomarszczy zupełnie a zapach daleki od fiołków produkować zaczęli… Dziękują za litość, gdy miękkim kocykiem Demencji ich w końcu otulasz. Nagradzasz Staruszków, bo dzielnie i z dala od Twego kielicha ambrozji przez całe swe życie stronili.

Pamiętasz tych drugich…? Też pili i ćpali jak im Naturo zagrałaś.
Niecierpliwi hedoniści, co to z łatwością na nerwach Ci grali…
Zakręciło im się w głowie porządnie, bo jad Twój dla wszystkich równie zjadliwy.
Może nie dobrali się tak idealnie jak poprzednicy,- bo roztrzepani i trochę zachłanni na życie się stali. Najpewniej: Odważni, by poza te Twoje komnaty wygrodzone „na imprezę’’ wychodzić.
Pachniało – to brali! Ale materiał genetyczny z roztrzepaniem dla Ciebie dobrali, toś zła! Nie dałaś im chyba do końca wypić, bądź sami po prostu w trakcie odmówili… Trochę uniesieni, choć nie tak wysoko jak inni, niestety niespełnieniem przypłacić musieli swą butę.
Też nagadali trochę głupot w ekstazie, ale może nie na tyle żeby tego bez trudu nie przełknąć. Nawet sprezentowali Ci to Tłuste z rozpędu, ale jakoś im mało, czują, że może gdzieś tam na półce silniejsza ekstaza ich czeka ponowna. Z kwiatka na kwiatek, gdzie tylko skapnęła kropelka lub dwie tej Twojej miłosnej trucizny.
Chichoczesz, bo wiesz, że i z nich coś dla siebie ugrałaś. Kosztem niewielkim bo dużo od Ciebie nie wzięli . Lecz o nich też nie dbasz i samopas pozwalasz skakać na boki, jak zając w poszukiwaniu marchewki .
I jeszcze, i jeszcze, i jeszcze żeby tylko raz jeszcze ostatni, bo może to teraz Złoty Strzał na Nich przypadnie.
Dziwią się trochę Frywolni, gdy z grupy cierpliwych głosy tak pewne dochodzą, że Miłość jedyna i trwała i wzniosła i prawdziwa jest przecież. Czekać na nią trzeba w odświętnych strojach odzianym , bo wróci do nich na pewno! Silniejsza, piękniejsza, choć znana.
Ględzą tak Nudni Frywolnym mimo, że pokusa ich skręca od dekad (oj skręca , skręca toż to narkotyk przecież). Z zazdrości krzywo na Frywolnych patrzą, mieszają i węszą, karmić by chcieli się kęskami romansów, gardząc nimi jednocześnie.
A że w społeczeństwach kazałaś nam wspólnie funkcjonować, to nieszczęśliwi się robią i jedni i drudzy. Choć z jednej rzeki przecież wypili…

Nie masz planu dla nas na większą część życia Naturo. W chaosie zostawiasz podstępnie wykorzystanych, rozochoconych. Radzimy więc sobie jak kto może, jedni dynamit, drudzy żarówkę, rad, polon, telefon czy światłowód ogarną, bo myśli czymś zając przecież należy. Jedni podśpiewują, drudzy coś tam piszą nie wiadomo po co, następni muskuły prężą inni myślą, że wpływ na świat i Ciebie przez politykę zdobędą.

Wszyscy radzą sobie jakoś z głodem lepiej lub gorzej, choć to i tak Ty decydujesz kiedy wraz z Demencją zakończysz ich narkotyczne tęsknoty.

Smutne to tak być w butelkę nabitym, bo ani szaleć nie dobrze, ani ascezą karmić przez cale życie się nie da.

Gorzko mi Pani Naturo. Też mnie nabrałaś skutecznie, na fetę zapraszając.
Wyplułaś, wykorzystałaś, zabrałaś co swoje i cicho siedzieć każesz, obietnicą szybkiej demencji kusząc w zamian za bezproblemowość. Na głodzie nas wszystkich zostawiasz bez wyjątku. Nikt Ci pomóc nie chce. Ogarniaj sobie więc sama to wariatkowo dla narkomanów skoro go stworzyłaś. Ja Ci na pewno nie pomogę i Twoim/moim Dzieciom co ze mnie wyszły, też wyraźnie przekażę, jak było, zanim demencją mnie wynagrodzisz. Żeby tak łatwo i bez walki Ci się nabrać nie dały. Będzie nas wtedy +5 przeciw Tobie, choć walka i tak beznadziejną się wydaje…
Tym co siedzą biernie- przez 50 lat z rzędu – na powrót znajomej ekstazy czekając, przekazywać i tłumaczyć Twoich sztuczek, nawet nie wypada bo i tak zaraz spokojnie zapomną. A Ci co skaczą jak króliki za marchewką, w końcu receptory tak już wymęczą, że nawet jak im na końcu ambrozję podstawisz pod nos to i tak za wiele ich już nie ruszy. A życie na ciągłym haju wymęcza jednak do cna, więc Oni takowo straceni.

Beznadziejną egoistką jesteś Naturo. Nie dziwie się czasem, że Cię atomówką i wycinką lasów tropikalnych częstujemy. Kto w końcu, zdoła udźwignąć tak nierówne traktowanie! Lepsza już autodestrukcja, żebyś chociaż z nami pogrywać sobie więcej nie mogła Ty smutna Manipulantko.
Do towarzystwa Ci potrzebne jednak nasze dzieci, nie prawdaż? Mocne, silne, zdrowe…do kolejnych układanek, pasujące jak my kiedyś…Kiedy ich kolej na poczęstunek? Kiedy ich zaczniesz męczyć i dręczyć życiem niesprawiedliwym i wyboistym… Uważaj, bo bystre ostatnio się rodzą, nieufne i nie pod każdy dach jak my pokornie wejdą, choć Twoja ambrozja tez kusić ich będzie.
Szukam odtrutki. A jak nie antidotum to może lepszego narkotyku niż ten, który nam zwykłaś serwować. Podpadłaś nam wielu i bardzo Cię teraz nie lubię, choć tylko za siebie mówić mogę .
Ogarnij się może tak trochę, by się nam jednak przypodobać… masz czas przecież, rusz głową. Poczęstuj następców skuteczną ambrozją. Nie żałuj! Hojnie dolewaj skoro musisz, ale choć tyle żeby na jedno porządne, szczęśliwe życie im starczyło! Żeby trwało! A nie znikając, majaczyło w oddali, powodując objawy uboczne nie do zniesienia.
Przemyśl to sobie.

 

2 myśli na temat “Krótko i na temat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s